lifestyle

O mamo! Pierwsze tygodnie po porodzie.

Witaj, mamo!

Cieszę się, że do nas dołączyłaś! Nadszedł ten czas, gdy w końcu mogłaś zobaczyć tę twarz, która chowała się po drugiej stronie Twojego pępka. Co to było za oczekiwanie! Teraz możesz tulić tę małą istotę, śpiewać jej, chodzić na spacery! No nareszcie!

 

Teraz czas na szczere pytanie. Powiedz Kochana, czy tak właśnie się czułaś po porodzie lub tuż po powrocie do domu?

Jeżeli tak, to wspaniale! Bardzo Ciebie tu potrzebujemy! Jeśli nie… to też w porządku. To normalne. Dla wielu z nas jest to moment ekscytacji, ale też, nie oszukujmy się – niepewności. Samo trzymanie, tulenie, przewijanie na szczęście dość sprawnie wchodzi w nawyk. Jednak cała reszta często jest wyzwaniem. Nagle cała codzienność się nim staje. Przynajmniej u mnie tak było.

Tutaj lepiej poznasz misję omamo

 

Mycie

W pierwszych dniach jest wyzwaniem. Czy dziecko zaraz się nie obudzi?! Macierzyństwo nauczyło mnie szybkiego ogarniania się w łazience! Choć w pierwszych dniach (ba! tygodniach!) bycia mamą często ogarniałam się w kilku etapach. Siku i mycie zębów. Ogarnianie Rubena. Czasem udało się coś zjeść. Umycie buzi. Tulenie Rubena. Czasem prysznic. Często z wyskakiwaniem spod niego do dziecka. Ostatecznie odkryłam, że najlepiej funkcjonuję, jak biorę prysznic lub kąpiel wieczorem, gdy dziecko śpi.

 

Czesanie

Hahaha!!! I tak bobas poprawi Twoją fryzurę. Pamiętaj tylko żeby chociaż raz dziennie rozczesać włosy, bo zrobią się kołtuny.

 

Jedzenie

Na początku było bardzo różnie. Jedzenie było dla nas największym wyzwaniem. Na szczęście mój mąż szykował nam śniadania, a z obiadami często mogliśmy liczyć na pomoc naszych mam! Kolacje szykował również mąż, chyba, że Ruben szybciej zasnął i mogłam się tym zająć.

 

Kawa

Na zimno albo minimalistycznie (czyt. w ogóle).

 

Dziecko

Na początku prawie ciągle płakało albo spało… ale tylko przy piersi. Mam wrażenie, że pierwsze tygodnie tylko siedziałam na kanapie i karmiłam piersią!

 

Spacer

Pierwsze spacery były ekscytujące, ale też bardzo stresujące. Przejmowałam się, czy zaraz nie będzie głodny, czy nie zacznie płakać. Co wtedy mam zrobić?!

 

Sen

Sen mamy, oczywiście. W nocy bywa różnie… z początku jest go bardzo mało. A to wpływa na nasze „normalne funkcjonowanie”. Często wyglądało to tak, że o 23:00 udawało się w końcu odłożyć małego do łóżeczka. Ja natomiast totalnie wykończona, po ekspresowym prysznicu, kładłam się spać.

 

Jak udało mi się przetrwać ten czas bez załamania?

Przyznam, że byłam zaskoczona, jak niewiele udaje mi się ogarnąć wokół siebie i w domu. Codzienne, błahe czynności zdawały się często niemożliwe do wykonania. Mąż i rodzice byli oparciem i cenną pomocą, ale każdy miał swoje inne obowiązki. Rodzice nie mogli wpadać częściej niż 2-3 razy w tygodniu, a to i tak dużo!

 

Starałam trzymać się myśli, że to jest pewien etap. To co przechodzę jest normalne, każda mama przez to przechodzi. Widziałam wzruszenie i tęsknotę wielu mam starszych dzieci na widok mojego kilkudniowego/tygodniowego dziecka. To uświadomiło mi jak ten czas leci i że sama będę za tym tęsknić. Chciałam cieszyć się tą chwilą. Tulić Rubena jak najwięcej. Karmić ze wzruszeniem. A gdy brakowało sił i nie było nikogo do pomocy pod ręką, przypominać sobie, jak ważna jestem dla tego malca i cieszyć się, że jestem w stanie zaspokoić jego potrzeby. 

Tak. Ta myśl, że jestem mamą, że zostałam stworzona, by nią być. By BYĆ mamą i troszczyć się o moje dziecko. Ta myśl dodawała i wciąż dodaje mi sił i zachęty każdego dnia.

 

W tym okresie często pojawiają się również egoistyczne myśli. Przez to, że moje podstawowe potrzeby nie mogły być zaspokajane tak jak chciałam lub tak szybko jak chciałam, bliska byłam narzekania na sytuację w jakiej się znajduję. To zazwyczaj przynosiło złe owoce. Podjęłam decyzję, że chcę być najlepszą mamą jaką potrafię być. Zaakceptowałam to, że teraz jest czas zaspokajania potrzeb mojego dziecka. Oczywiście mówimy tu o zdrowym zaspokajaniu (ale o tym innym razem).

Zatrzymałam się na chwilę z myślą w jaki sposób będę wspominała ten cenny czas za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Zapragnęłam, by te wspomnienia były pełne uśmiechu i pokoju. Chciałabym być dumna z siebie, że dałam radę wychować moje dziecko najlepiej jak potrafię. Najbardziej pragnę, by to Ruben pamiętał szczęśliwą mamę – niezależnie od okoliczności.

 

Tak więc myśl na dziś, kochana mamo, brzmi tak: ciesz się tą chwilą, mimo, że bywa okropnie ciężko, a w przyszłość patrz z uśmiechem!

 

Dasz radę! Jesteś wszystkim czego Twój maluch potrzebuje!

 

 

Inspiruj się dalej:

3 Comments

  1. ania says:

    końcowe myśli bardzo cenne! Dzięki

  2. Pola says:

    Dziękuję za to, co napisałaś w ostatnich zdaniach! Sama mam etap bliski narzekania i zatopienie się we frustracjach… Postaram się nie myśleć o sobie w tych momentach! Dziękuję ❤

    1. Dziękuję <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *